Wizytówka

   
 


 

 

CO WY NA TO

Dom Kultury

Klub Irena

Podróż w czasie

Covery

Sukcesy

Kolorowe lata

Za granicą

Fiv'y

Uczucia

Osobliwości

Rogate dusze

Wizytówka

Epilog

Po latach

Galeria

Kontakt

 


     
 



 
                                Wizytówka Pszowa
 
     W tamtych latach zespół CO WY NA TO - ośmielę się powiedzieć-był wizytówką Pszowa.
     Jego styl cechowało solidne, klarowne brzmienie (pamiętajmy jakim sprzętem mógł wtedy dysponować), solówki pojawiały się w określonej, czasami spontanicznej kolejności, program był nad wyraz obszerny, ale dominował klasyczny rockowy i hard rockowy- czasami zorganizowany, czasami wszystko było płynne, innym razem pojawiały się numery zupełnie odlotowe. Repertuar zespołu- tak mi się wydaje- nigdy nie był pass`e. 
     Motorem w początkowym okresie działalności zespołu z całą pewnością byli: Helena i Bolek Piniorowie, w nieco późniejszym Paweł „Bebi” Czech i Janusz Jona, a potem Arek Kozyra, oczywiście z pomocą przyjaciół z zespołu. Aż niewiarygodne, że nam się udało.              
     Pszowska grupa grała z klasą- myślę, że to nie przesadne stwierdzenie. W zespole wszystko działo się prędko, no i z całą pewnością łut szczęścia też był pomocny.  
     Byliśmy szczęśliwi grając na fiv`ach, na całym Śląsku, dalej w całej Polsce, na Morawach, Ukrainie… Pod jednym względem (oczywiście w naszym regionie) zespół wyprzedził wszystkich. W epoce big- beatowej parł do przodu i z ogromną konsekwencją poszerzał swoje muzyczne horyzonty. Był z całą pewnością spadkobiercą pszowskich prekursorów rock`n`rollowych. To śmiałość co powiem- był godnym spadkobiercą.    
     W tamtych, zamierzchłych czasach bawiono się przy muzyce progresywnej- popowa nie była w cenie. A nasza grupa- jestem tego świadom – taką prezentowała i nie tylko od święta- na co dzień (w początkowym okresie- tak w Pszowie mówią- dosyć znane były duety gitarowe; tworzyli je najpierw Alojzy Wolny i Tadek Pawlus, potem Paweł „Bebi” Czech
i Emil Ryszka, a w hardrockowym okresie działalności Andrzej Hawel z Jędrzejem Spryszem).
     Zespół koncertował w Pszowie, Katowicach, Międzyrzeczu, Kołobrzegu, Ostrawie, Jablunkovie, Doniecku, Kijowie…, wielokrotnie w śląskiej telewizji, w radiu, też biorąc udział konkursach, festiwalach, przeglądach, na pszowskich fiv`ach…             
     Na lokalnym rynku zajął wysoką pozycję, chociaż trzeba przyznać, że tak do końca się nie przebił i nie wypłynął na szeroką wodę. Udało się to dopiero współczesnemu pokoleniu pszowskich rockmanów (nadmieńmy, że wszyscy mieszkańcy Pszowa im serdecznie kibicują). Był zespołem par excellence amatorskim. Wyróżniał się jednak spośród wielu podobnych zespołów wokalno- instrumentalnych działających na Śląsku, a były ich setki. Umiał się wyemancypować z prostego rock’n’rolla, grał zaskakująco nowocześnie, swoim entuzjazmem zarażał inne kręgi (muzyków, fanów, publikę, uczniów). Mam takie wrażenie, że patrząc z tej perspektywy można uznać, że ten czas nie był czasem straconym.
     W krótkiej historii zespołu były chwile piękne: nacechowane mocnym, a zarazem subtelnym, o odcieniu soulowo- jazzowym głosem Małgosi Kozyry (doskonaliła go po wyjeździe z Pszowa w klasie śpiewu solowego w Średniej Szkole Muzycznej II stopnia im. Mieczysława Karłowicza w Katowicach, nagrywała piosenki z orkiestrą Konrada Bryzka (wszyscy kinomani wiedzą, że K.Bryzek firmował muzycznie niejeden film w latach 60- 80 tych), finezyjnym, sugestywnym głosem Józka Horoby, plastycznym, progresywnym wokalem Arka Kozyry, profesjonalnym śpiewem Janusza Jony (Pszowiki darzą go szacunkiem zwłaszcza za występy w Zespole Pieśni i Tańca „Śląsk”), dojrzałym wokalem Usi Kucjas, żywiołowym śpiewem Marysi Sosny. Dodałbym, że Małgosia Kozyra i pozostali soliści zawsze dbali o najwyższy standard wykonawstwa. Duet Janusz Jona (muzyka) i Jurek Jordan (słowa) pisali całkiem udane piosenki, też będące wtedy w cenie tzw. protestsongi (n.p. „NIE ZAPOMNIMY”- utwór nagradzany, o tragedii oświęcimskiej). Wspierała ich sekcja instrumentalna (Marian Elsner, Stanisław Szymiczek…), której umiejętności były- tak myślę- niemałe. Mimo, że reprezentowali różne style, to uzyskiwali zadawalający stopień zgrania. Poszczególni
 
instrumentaliści czasami zachwycali krótkimi i wyważonymi solówkami, bez popisywania się. Choć zdarzało się, że zespół wykonywał utwory bardziej wymagające, wyrafinowane, w których były możliwości dłuższego improwizowania- w pełni ją wykorzystywał, co cieszyło na równi instrumentalistów jak i publikę. Całość stała na zadawalającym poziomie, a czasami było wspaniale.
     Zespół CO WY NA TO takim był i takim go pamiętamy. Nadmienię przy okazji: Historia zespołu z pewnością uczy, że w muzyce, tak jak w każdej dziedzinie ludzkiej aktywności liczą się indywidualności, a prawdziwa siła tkwi w grupie.