Fiv'y

   
 


 

 

CO WY NA TO

Dom Kultury

Klub Irena

Podróż w czasie

Covery

Sukcesy

Kolorowe lata

Za granicą

Fiv'y

Uczucia

Osobliwości

Rogate dusze

Wizytówka

Epilog

Po latach

Galeria

Kontakt

 


     
 

 
                        FIV’Y I CAŁY TEN MAGICZNY ŚWIAT MUZYKI
 
    
     Swego czasu (przełom lat 60/70 tych ubiegłego wieku), w okresie największego rockowego boomu, Pszów obfitował w znaczące epizody muzyczne. Kreowali je młodzi ludzie skupieni wokół Domu Kultury. Była to grupa- lekko licząc- kilkudziesięciu, a może i więcej osób. Tworzyli ją muzycy, tancerze, osoby zaprzyjaźnione- kwiat pszowskiej młodzieży. Do osób bliskich CO WY NA TO należeli: Jerzyk Brachmański, Antek Zganiacz & Antek Krakowczyk, Franek Gomolec, Gustek Grzybek, Gustek Irczyk, Himuś „Tiktak” Zegar, Eugeniusz „Ojgyn” Adamczyk (istny sobowtór Johna Lennona),  Janusz „Fedra” Myśliwiec, Edward „Ed” Manderla, Jan „Hanys” Czajka …  i wiadomo- płeć piękna  
     Zespół CO WY NA TO miał ich silne wsparcie. Zresztą wzajemnie się inspirowali, co przynosiło owoce w postaci udanych koncertów i niezapomnianych fiv’ów. Nie mogło być inaczej, bo przecież właśnie muzyka okazała się być łącznikiem, który nakręcał pszowską młodzieżową koniunkturę. 
     W tym czasie kiedy w innych miejscowościach regionu młodzi ludzie dawali upust swojej energii na wiejskich zabawach, dancingach, w Pszowie pojawiła się impreza dla młodej publiki, która natychmiast chwyciła- fiv’y. Po okolicznych miejscowościach poszła fama, że w pszowskim Domu Kultury panuje fantastyczna atmosfera. Do Pszowa tłumnie zaczęła się zjeżdżać młodzież z Wodzisławia, Rybnika, Żor, Jastrzębia, Raciborza….
     CO WY NA TO w tym czasie stworzył wzorzec zabaw młodzieżowych, choć gwoli ścisłości należy zaznaczyć, że nazwa „five” przywędrowała do Pszowa z Rydułtów, a nieco wcześniej fiv`y miały miejsce w pszowskim Klubie IRENA, gdzie już wtedy z całą pewnością tak nazywano potańcówki młodzieżowe.
     Klimat tamtych lat był wyjątkowy- zapewnia znany perkusista Czesiek Tlon- Dobrze to obrazują relacje pomiędzy Pszowem i Rydułtowami. Nigdy nie było pomiędzy sąsiadami zza miedzy muzycznych animozji (co innego w sporcie, ale o tym cicho! Cicho, sza!). Pszowik  „Styna” Szymiczek, tak jak Alojzy Wolny, czy Tadek Pawlus zasilali swoimi umiejętnościami Rydułtowy, a z kolei rydułtowik „Bebi” Czech był gwiazdą pszowskich estrad- wymiana muzyczna kwitła. Tadek Pawlus w jednej z rozmów przyznał, że Pszów dysponował wprawdzie trochę lepszym  sprzętem muzycznym niż Rydułtowy, ale w razie nagłej potrzebie umiał się nim dzielić…i dodał: - A kiedy „Styna” Szymiczek był już organistą pszowskiego CO WY NA TO i „ wysiadła” mu „30- tka”, to natychmiast przybyły posiłki z Rydułtów- gdzie te czasy?
     Stało się pszowską tradycją, że najpierw w każdy czwartek i niedzielę, a od 1969 roku w każdą środę i niedzielę (zmianę wymusił harmonogram zajęć szkolnych Arka Kozyry, który już w tym czasie był silnym ogniwem zespołu), między 17.00 i 21.00, w Domu Kultury było gwarno, głośno, a muzyka rozlewała się na całe miasto. A i to nie wszystko, bowiem z łatwością można zauważyć, że młodzi bawili się przy akompaniamencie żywej muzyki (czas dyskotek miał dopiero nadejść), w bardzo przyzwoitych godzinach, w kulturalnej atmosferze. Chociaż,
jak wiadomo, nie ma reguły bez wyjątku. Wobec tego zadymy zdarzały się, ale niezwykle rzadko. Fiv`owicze po udanej imprezie mieli jedno zadanie- dostać się do swoich domów. Na ogół wracali autobusami PKS do swoich miejscowości.  
     Pszowskie fiv`y miejscowa społeczność zaakceptowała, pomimo faktu, że zespół miał taką przypadłość: grał z dużą mocą- dosłownie. Nielicznych drażniła hałaśliwa muzyka, fryzury, stroje…A świat dookoła się szybko zmieniał. Podstawą stylu bycia stała się moda, która uległa niebywałej akceleracji. Najbardziej- rzecz jasna- podatne na nowe trendy okazało się młode pokolenie. Młodzież ostentacyjnie zaczęła ignorować odświętne ubrania i zaczęła nosić się na luzie (należało „być w stylu” i „na czasie”). Najpierw dżinsowe wdzianka,(kto nosił kurtkę z „Wrangli”- to był gość, „Odra” była obciachem)- wspomina „Fedra” Myśliwiec), mini- spódniczki i buty „bitlesówy”, potem inspirowane hippisowską kontrkulturą spodnie „dzwony”- rekordziści z Pszowa nosili spodnie o szerokości nogawek powyżej 35 cm. (gustowne „dzwony” z białego płótna żaglowego szył w Pszowie znany krawiec Hojka). Były też maxi- spódniczki „bananówy” i luźne bluzy upstrzone kolorowymi kwiatami, w etniczne wzory lub w nieregularne wzorzyste plamy. W Pszowie, w tym okresie działała grupa zapaleńców, specjalistów- kolorystów, do której należeli Jerzyk Brachmański, Heniek „Sing” Czupryn, Andrzej Hawel… Pod okiem majstra Kazika Hajdra, przy ul. Konopnickiej 15 domowym sumptem mając do dyspozycji palenisko, blaszany kocioł na bieliznę, „paliwo”
i morze farb o różnorodnej palecie, „produkowała” według swoistej receptury podkoszulki, bluzy, „dzwony”- cacka jak z bajki. Ekipa fachmanów dbała o ochronę środowiska- trzeba było po sobie posprzątać-, a potem już szykować się na five do Domu Kultury. A tam nieodmiennie królowała muza. 
     Ówczesny kierownik pszowskiego przybytku sztuki Joachim Szymański (właściwy człowiek na właściwym miejscu), nie raz i nie dwa maglował zespół CO WY NA TO `a propos głośnej muzyki, ubiorów- chyba pomny występu w swoich murach Breakoutów. Akurat co wrócili z Holandii z nowym sprzętem- szyby dygotały, budynek chwiał się, drżał w posadach, a z sufitu sypał się tynk na głowy rozgrzanej do białości publiki. W trakcie fiv`ów, kierownik czasami już, już u kresu wytrzymałości zdyszany wlatywał na parkiet sali widowiskowej, a z jego biura na II piętrze był spory kawałek i kilkadziesiąt schodków po drodze, podbiegał pod scenę z charakterystycznym gestem podniesionych rąk do góry w kształcie litery V i już z daleka serdecznie wołał: Wy pierony…, co wy robicie, dom kultury mi się zawali…Odczuwał za to wyraźną ulgę i satysfakcję, kiedy- od czasy do czasy na ważne imprezy- zespół przebierał się i chcąc nie chcąc „wskakiwał” w strój estradowy (ciemno-oliwkowa marynara, lekko kremowe spodnie z lampasami, wizytowa koszula, modny krawat, skarpetki pod kolor)- wokalistki miały większą swobodę wyboru. Elementy ubioru pobierało się w kopalnianym magazynie na tzw. r-ki. Ponieważ magazyn odzieży nie dysponował odpowiednią numeracją i modnymi fasonami obuwia, to stosowne do całości buty przynosiło się przed występem z domu w siatce (obecnie popularne „reklamówki” były szerzej nieznanym, niszowym rarytasem). CO WY NA TO wyszykowany tak od stóp do głów wyglądał elegancko- czuło się klasę.  
     Po prestiżowych koncertach Joachim Szymański organizował biesiadne spotkania. Dzięki kopalnianym koneksjom pana Joachima niczego nie brakowało. Stoły uginały się od półmisków pełnych przysmaków (od czasu do czasu „lądowała” na stole i dziczyzna). Nie brakowało oranżady, wody sodowej (pij wodę od Jony, a będziesz zbawiony, albo – chcesz być zadowolony, pij oranżady od Jony! - te nośne hasła wymyślili mieszkańcy Pszowa w dowód sympatii do rodziny Jonów, producentów tego smakowitego napoju), kompotów… W trakcie konsumpcji: radosne rozmowy- atmosfera rozkręcała się z minuty na minutę… Zespół nie raz i nie dwa dziękował swojemu kierownikowi i do dzisiaj wspomina: Pan Joachim operatywny (nieustannie kręcił się po Domu Kultury, po kopalni), tolerancyjny, szczery do bólu- zawsze był człowiekiem.     
      Na fiv’ach lwią część programu stanowiły covery. Dominował repertuar stricte rockowy, ale też gatunków zaprzyjaźnionych: popu, w narracji bluesowej, piosenek tradycyjnych (w pierwszych latach służyły one jako magnes dla szerszej publiczności). Były chwile, że nowe utwory sypały się jak z rękawa.Hitem stały się jednak hardrockowe nowości, które pojawiały się na fiv’ach niemal co tydzień, a wymagająca publika „kupowała” je na pniu, jak te przysłowiowe ciepłe bułeczki.